Trans-misja
W przeciwieństwie do wcześniejszych, medykalizujących narracji o transpłciowości Trans-misja radykalnie zmienia perspektywę: twórczynie odmawiają robienia z niej widowiska. Nie interesują ich diagnozy, „odkrywanie" przeszłości bohatera ani dramatyzowanie samej tranzycji. Zamiast tego z chłodną, niemal proceduralną precyzją filmują, jak w pieczątkach, formularzach i urzędniczej inercji ujawnia się opresyjność systemu, który nie zakazuje i nie grozi – po prostu nie widzi. Ta pozornie neutralna i techniczna ślepota okazuje się formą przemocy tym bardziej dotkliwą, że ukrytą za fasadą procedury. Kostek sam decyduje, co i jak chce opowiedzieć o swojej tranzycji, bez nadgorliwej narracji z offu i wyjaśnień na siłę. Subtelność staje się tu formą polityczną, a portret oparty na zaufaniu i uważności – gestem emancypacyjnym.