margin.center

Żyje się dalej

W opowieściach o osobach trans coming out wciąż bywa dogodnym zakończeniem. Napięcie rozładowane, można puścić napisy. Tymczasem następnego dnia trzeba wstać do pracy, zadbać o zdrowie i mieć gdzie odpocząć. O ile ma się pracę, dostęp do leczenia i dach nad głową. Od osób trans nierzadko oczekuje się wdzięczności za samo przetrwanie. Zdumiewające, jak skromne wymagania społeczeństwo potrafi stawiać samo sobie. Publiczna widoczność nie gwarantuje jednak bezpieczeństwa. W jednym z filmów demonstracja na rzecz praw osób trans odbywa się kilka ulic od miejsca, w którym czarna transpłciowa kobieta doświadczająca bezdomności często milczy. Głośno wypowiadane postulaty nie oznaczają jeszcze, że każda osoba ma gdzie spać, z czego żyć i gdzie szukać pomocy. Tym bardziej gdy transfobia splata się z rasizmem i ubóstwem. Starość ma kiepską prasę. Dziwne, zważywszy, jak nierówne są szanse, by jej doczekać. Kiedy samo osiągnięcie dojrzałego wieku ogłasza się triumfem, łatwo potraktować czyjeś życie jak serię udanych prób przetrwania. Tymczasem wspomnienia mieszczą znacznie więcej niż historie pokonanych przeciwności. Są w nich przyjaźnie, miłość do życia i zdarzenia, które nie wymagają heroicznego komentarza. To wszystko łatwo przeoczyć, kiedy w czyjejś biografii szukamy przede wszystkim dowodów niezwykłej odporności. Kiedy instytucje zawodzą, potrzebna praca nie znika. Wykonują ją często osoby, które same potrzebują wsparcia. Pamięć represji sprzed dekad towarzyszy dziś codziennej trosce o inne, przybierającej postać wspólnego posiłku, pomocy w leczeniu czy miejsca, w którym można znaleźć schronienie. Ta solidarność może jednak stać się wygodną wymówką dla instytucji, które same powinny zapewniać pomoc. Skoro społeczność radzi sobie sama, po co jej pomagać? Podziw niczego nie kosztuje. Codzienna opieka nad innymi — już tak. Owszem, żyje się dalej. Pytanie tylko, na jakich warunkach.