Z Agą Szreder: Przyjemność mi się należy.
Seksualność wraca tu jako miejsce emancypacji, ale też jako przestrzeń przejęta przez lęk, religię, wstyd, fetyszyzację i cudze fantazje. Orgazm, aborcja, menopauza, postpornografia, glina, malowanie i głód uznania układają się w opowieść o ciele, które przez lata szybciej uczyło się napięcia niż rozkoszy. Postpornografia pojawia się jako próba zmiany sceny: odzyskania obrazu seksu, spojrzenia i prawa do bycia obecną bez wstydu. Ale inny obraz nie zawsze wystarcza. Nawet tam, gdzie seksualność miała zostać uwolniona, wracają hierarchie, projekcje, fetysze i stare mechanizmy władzy. Przyjemność splata się tu ze zgodą, granicami i pragnieniem, które nie zawsze przychodzi w gotowej formie. Czasem trzeba dopiero stworzyć warunki, w których ciało może usłyszeć własne „chcę”. Czasem ważniejsze okazuje się „nie chcę” — wypowiedziane bez tłumaczenia, bez wdzięczności i bez przepraszania. Sztuka daje rozkosz w procesie: w dotyku materiału, w ruchu ręki, w pracy z obrazem, w momencie, kiedy ciało robi coś po swojemu. A potem trafia na rynek, ocenę, instytucje, recenzje, pieniądze i serduszka na Instagramie. To, co było przyjemnością, natychmiast zostaje zapytane o wartość. Pod spodem pracuje głód: ludzi, dotyku, bezpieczeństwa, potwierdzenia, że można być tutaj naprawdę. Przyjemność nie jest tu ładną afirmacją ani dodatkiem do życia. Jest prawem, które trzeba odzyskiwać kawałek po kawałku.
Gość: Aga Szreder
Przyjemność najłatwiej unieszkodliwia się przez odsunięcie jej na koniec. Po pracy, po obowiązku, po przetrwaniu, po cudzych potrzebach. W tym porządku ciało ma działać: dowozić, znosić, produkować, obsługiwać relacje, przyjmować spojrzenia, regulować napięcia. Dopiero później może sprawdzić, czy coś jeszcze czuje. Audre Lorde w eseju *Uses of the Erotic: The Erotic as Power* pisze o erotycznym jako mocy, która przekracza samą seksualność. Erotyczne obejmuje seks, pragnienie i dotyk, a jednocześnie sięga dalej: do każdej sytuacji, w której osoba naprawdę czuje własne życie. Działa jak wewnętrzna skala natężenia. Pokazuje, co nas poszerza, co zużywa, gdzie ciało jest obecne, gdzie zostaje oddelegowane do działania bez udziału siebie. W tym sensie przyjemność staje się informacją. Mówi: tu jestem obecna. Tu znikam. To mnie karmi. To mnie zużywa. Ten dotyk mnie zamyka. Ta praca mnie wyjaławia. Ta relacja wymaga ode mnie znikania. Ta czynność przywraca mi dostęp do siebie. Ta wiedza przychodzi z czucia. Ciało wyprzedza język i wcześniej niż zdanie rozpoznaje, gdzie zaczyna się zamknięcie, gdzie oddech, gdzie kontakt, gdzie samospalenie. Erotyczne narusza układ, w którym wytrzymałość uchodzi za dojrzałość, a odrętwienie za spokój. Najmocniejsze cięcie w tekście Lorde przebiega między erotycznym a pornograficznym. Pornograficzne to doznanie odcięte od czucia: intensywność bez kontaktu, pobudzenie bez obecności, efekt bez powrotu do siebie. Taki mechanizm działa w łóżku, na scenie, w instytucji, w aktywizmie, w sztuce i w ekonomii widzialności. Ciało coś pokazuje, wykonuje, udowadnia, sprzedaje albo znosi. Bodźce krążą, obraz działa, napięcie rośnie. Osoba znika ze środka własnego doświadczenia. Dlatego intensywność niczego jeszcze nie gwarantuje. Orgazm może ominąć bliskość. Seks może wydarzyć się poza kontaktem. Widzialność może wciągnąć ciało w cudzy obraz. Twórczość może dawać realną rozkosz, a po chwili zostać przejęta przez ocenę, rynek, granty, lajki i pytanie